• Wpisów: 15
  • Średnio co: 5 dni
  • Ostatni wpis: 70 dni temu, 15:28
  • Licznik odwiedzin: 141 / 95 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
jaona
 
                Myśli


Koniki polne
rozbiegane swobodą
od skończoności do nieskończenia
poza zasięg wolności

mucha brzęcząca na oślep obuchem
nigdy w sedno
wielokrotnie uparta
męczącym utrapieniem

ciche stąpnięcia
przemykające światłocieniem
bardziej cieniem
aż do niedostrzeżenia

i te pełzające
obłe wstrętem
śliskie w swej płaskości
do rozdeptania

co między nimi ?
ułamki   nieważkości
chwile zapomnienia
nieprzyjemne posmakiem  niebytu…
 

jaona
 
          List do pani minister


Hall – o, Hall – o
mówię do pani
ministrze spranej historii
jak się oddaje przeszłość lekką ręką?
amnezji łatwo nauczyć tych, co nie maja wspomnień
bez programów i podręczników z vatem
pozostaje żałosna niby-historia na łamach
schowana pod płaszczykiem
jedwabnego szeolu pana G.
albo loteria katów i ofiar
kopuła losująca już się kreci
raz dwa trzy, na kogo wypadnie
na tego…więc zapomnimy co trzeba
staruszek Kant miał rację
że to skrajni despoci wiedzą lepiej od nas, co mamy pamiętać
pani przecież wie, że takie rzeczpospolite
jakie ich młodzieży chowanie…głowy w piasek?
bez dziada pradziada nie ma nas
i nie będzie…………….
że zapytam, miała pani dziadka?
 

jaona
 
               Policzalni


Tamci
ilu ich było
z gruzu, błota, dymu?
co warstwami gleby zasłani
litościwie drzewa nad nimi wyrosły
podtrzymując korzeniami
by nie wpadli w dół zapomnienia
wyrywano im imiona do literki
ograbiono z sensu
bez przyzwolenia
ponumerowani nienawiścią
przekornie niepoliczalni
My
przeliczeni dobrowolnie
niepomni na  tamtych przed nami
oznaczeni pinami, nipami, peselami
niemiłosierni dla samych siebie
bez zmrużenia oddaliśmy imiona
wpisani w elektroniczne kartoteki
numerami
pozorem znaczeń, co nie znaczą
do kości przewidywalni
bezwstydnie jawni
pokornie policzalni
 

jaona
 
              Świt


Cichutko
po angielsku
niezauważone
no może przez malarzy
i małego księcia
wypłynęło zza horyzontu
moje ulubione

przez uchylone okno
figlarnie
puściło mi zajączka
uchyliłam sklejone snem
lewe potem prawe
i zobaczyłam
że się zaczął

otworzyłam uszy
śpiewanie, świergotanie,
szczekanie, trzaskanie
głosy odgłosy
i bzyczenie muchy

otworzyłam nozdrza
zapachniało  wiatrem
trawą i świeżością rosy

przede mną nowy
wiem co zrobię
odpocznę sobie
 

jaona
 
               Biedny

O, biedny człowieku,
coś winny wszystkiemu,
żeś niedoskonały
tak nie wiedzieć czemu,
że ręce dwie tylko
i tylko dwie nogi,
żeś jabłka skosztował
niepomny przestrogi,
a wola tak łatwo zakazy przekracza,
choć niebios chcesz sięgnąć
nie sięgasz pawlacza...
 

jaona
 
                  Czas


W losowym ustawieniu
wskazówek kosmicznego zegara
przytrafiłeś się i uczepiłeś
początkowo działałeś na korzyść
nie odkrywając przyszłości
nawet cię lubiłam...
związek pod przymusem nie rokuje
dlatego tykamy razem
w przeciwnych kierunkach
ciebie przybywa mnie coraz mniej
zmieniasz ciało w sprany pokrowiec
liczę zmarszczenia lat
i zapomnieniami łatam przetarcia
tu i teraz jesteś niewidoczny
dlatego nie możemy się rozstać
pocieszam się tylko
że twój koniec będzie moim początkiem
 

jaona
 
                TY


dyskretnym światłem, gdy pełzam po omacku
chętnym ramieniem, kiedy spadam na oślep
drogowskazem w pogubionych ścieżkach
alfą i omegą, gdy plotę bez sensu
pewnością jutra dla mojej niepewności
chętną wzajemnością, gdy zapalam czułość
sensem w bezkresie bezsensu
ty jesteś
 

jaona
 
             Remanent


sentymenty pod dywan
myśli darmo oddam
wypowiedziane duszkiem zapomnę
wykrzyczane przyciszę

zdania złożone i wyważone
oddam w dobre ręce
albo zamienię na równoważniki
mało ważące nie wiążące
i kilka spoza słownika

historii dam wolne
namaluję czarny świat
z wampirami  i wiedźmami
z kamienia łupanymi

zostawię tylko motyle w brzuchu
i kilka wspomnień ciepło mruczących
na czarną godzinę przed zaśnięciem

i pójdę z duchem czasu
w przybrudzonej sukni
"prowadzona na rzeź"
 

jaona
 
             WĄTPLIWOŚCI


Rozsiadły się niewątpliwie
na kanapie pewności
zręcznie dopełniły przestrzeń
trwały wbrew protestom
chronione immunitetem rozumu
gmatwały i uszczypliwie kąsały
wygodny ogląd rzeczywistości
zachwiało się ranione samozadowolenie
a one już oswojone
zajęły ciepłe miejscówki
w sektorze zdrowego rozsądku
 

jaona
 
                   Kurtyna!


Kurtyna w górę!
Przyszłam w asyście aniołów

teatr widziałam ogromny -
ja, dla mnie, przede mną
niezliczone drogowskazy
każdy w inną
marzenia spełnione, niespełnione

potem był teatr prowincjonalny -
ty, dla ciebie, razem
bo dzieci są najważniejsze
z wami, dla was, o was
sprawy, sprawunki
czy wystarczy
i stało się
ptaki odleciały

został teatrzyk
scena duża
aktorów mało
więc pacynki
przykurzone, zmęczone
mają w oczach ptaki wspomnień
czarne i kolorowe

pora zamykać
ukłon w stronę Pana
ach te demony
po co jeszcze one?

Kurtyna!